21:48:45 15/05/2012
Usiądź kochanie21:24:47 2/04/2012
widziałam Cię11:45:22 18/06/2011
Czy mógłbyś wyryć serce na drzewie?13:11:19 1/06/2011
Pomóż mi
bo utonę w tej otchłani
Skoczę w przepasc
Zostanę w lesie na
pastwę losu
i nie wrócę
Pomóż mi
nikt inny nie może
tylko Ciebie słucha moje serce
wiem
nie kochasz
zostawiłeś
nie obchodzę Cię
ale za to co
kiedyś nas
Łączyło
Pomóż mi
12:27:23 7/03/2011
widziałam Cię
stałeś po drugiej stronie
patrzyłeś na mnie
chciałam Cię dotknąc
nie potrafiłam
dzieliło nas kilka kroków
i przepaśc
skoczyłeś
ja za Tobą
i znaleźliśmy się
w piekle
19:04:33 4/03/2011
Marzyłam, byś wrócił
nie trzymał mnie w niepewności
moje usta na Twoich
kochasz czy nie kochasz?
marzyłam i wciąż marzę
zmieniłeś się
ja też
uczucia nie
dziękuję
za chwilę zauroczenia
bo znów przyszedłeś
12:04:47 5/02/2011
Chodź do mnie
siądziemy sobie na ławce w parku
pośród świergoczących słowików
Ręce nasze odnajdą się same
i połączą w jedną całość
Chodź do mnie
Będziemy lepić bałwana
A potem zrobimy kilka aniołków
i wcale nie będzie nam zimno, bo mamy siebie
Chodź do mnie
Będziemy biegać po polach jak dwa głupki
zbierać kwiatki i śmiać się na cały świat
Chodź do mnie
by pic ze mną kakao w jesienne wieczory
by płakać przy romantycznych filmach
by być ze mną
Chodź do mnie
Przytul mnie i nie opuszczaj
bądź przy mnie zawsze i wszędzie
Chodź do mnie
Bo przecież co ci szkodzi
19:29:36 26/12/2010
Wyrwałam się z mojego życia, bo chciałam spróbować czegoś innego. I spotkałam czarną dziurę. Weszłam do niej i... nie czułam nic. Żadnego stresu, żadnej miłości, żadnej pustki, nikogo. A potem przyszedł on. Duch czarnej dziury. Przyjrzałam się- to byłam ja. Bałam się. Sama chciałam siebie zniszczyć. Obudziłam się. Zrozumiałam, że nie moge siebie oszukiwać, że muszę żyć z godnością.
Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia :) ;**
09:03:13 29/11/2010
Dzisiejszej nocy wymyśliłam plan na życie.
Zostanę księżniczką i, zupełnie przez przypadek, wygram 20. milionów.
Spłodzę dziecko z księżycem,
nakarmię je miłością i nienawiścią,
Będzie idealnym lekarstwem na niepogodę.
Pójdziemy łowic pawie oka w kałuży
A na deser zjemy naleśniki.
Z truskawkami.
10:00:06 12/11/2010
5 listopad (sobota)
Biegłam przed siebie jak mogłam najszybciej. Kocham i szanuję rodziców, ale te sprzeczki nie mają sensu. Już tego nie wytrzymuję! Choć jestem już pełnoletnia, nadal mieszkam z rodzicami i młodszą siostrą- Igą. Ta mała niebieskooka istota wnosi wiele radości i powoduje na każdej buzi uśmiech. Wybucha śmiechem bez przyczyny, a jej głos ma barwę dość dojrzałą jak na jej skromne siedem lat. Gdyby nie ona, dawno by mnie tu nie było...
Przystanęłam na chwilę. Rozejrzałam się dookoła. Wszędzie cisza. Usiadłam pod brzozą w parku. Telefon wyciszyłam, by nikt mnie nie szukał. Musiałam odpocząć. Chciałam wykrzyczeć jak bardzo jestem nieszczęśliwa, jak bardzo pragnę stąd uciec...
- Mam już 18 lat- moi rodzice ciągle się kłócą, a przede mną matura- wyszeptałam do siebie- Nie jestem przygotowana...
- Przepraszam...
Z zamyślenia wyrwał mnie głos młodego mężczyzny. Czyżby słyszał co mówiłam? Kiedy się zjawił? Co robił w nocy sam? W parku? Popatrzyłam na niego. Choć było ciemno widziałam jego twarz idealnie. Włosy ciemny blond, piwne oczy... Przystojniaczek. Serce stanęło mi na kilka sekund, gdy usłyszałam jego głos po raz drugi.
- Przepraszam...- powtórzył.- Usłyszałem co Pani mówiła... Może mogę Pani jakoś pomóc?
Nie znałam tego chłopaka, a jednak działał na mnie dość niezwykle. Miałam ochotę się zwierzyć, ale w porę ugryzłam się w język. Powiedziałam jedynie:
- Nie, dziękuję. Nic Pan nie poradzi...
Po chwili ciszy i namysłu dodałam:
- Nie boi się Pan?
- Czego mam się bać?
Był zaskoczony moim pytaniem. Jego uśmiech wydawał się lekko niepewny. Zmieniłam głos na bardziej przekonywujący i rzekłam:
- Jest noc, a Pan sama spaceruje. Może być niebezpiecznie.
Wybuchnął głośnym śmiechem. Zirytowało mnie to.
- Nie boję się. A Pani?
- Nie, nie... Musiałam odpocząć...
- Kłopoty?
- Można to tak nazwać. Nie powinnam z Panem tak rozmawiać, w ogóle się nie znamy.
- Więc się poznajmy. Jestem Damian- powiedział, wyciągając rękę.
- Kasia. Miło mi cię poznać.
Był taki bezpośredni. Podając jemu rękę, przeszły mi ciarki po plecach. Czy on też to czuł? Damian, Damian, Damian... Jego imię krążyło w mojej głowie. Wróciłam na ziemię i zrozumiałam, że nie mamy o czym rozmawiać. Jeszcze kilka minut tej ciszy, a mój przystojniak odejdzie na zawsze i nigdy więcej jego nie zobaczę. Tylko o co jego zapytać? Nie znam jego. Najlepiej o szkołę.
- Więc... Gdzie chodzisz do szkoły?
- Do LO na Wioślarskiej. A Ty?
Zdziwiło mnie to. Chodził do tego samej liceum co ja! Jak mogłam jego nie zauważyć?
- Do tego samego liceum. Skończyłam drugi rok.
- Ja również. Do której klasy?
- II c.
- To wasza klasa ma Fortune za wychowawcę?
- Niestety- powiedziałam, po czym oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
Pani Fortune była nauczycielką historii. Klasy dręczyła kartkówkami na każdej lekcji. Idąc ulicą, rzucała się w oczy. Czarne loki sięgające do ramion, duże, niebieskie, okrągłe okulary spoczywające na nosie oraz ubrania z lat 50. Obiegała od norm, była jedyna w swoim rodzaju.
- Wiesz... Miło mi się z Tobą rozmawia-powiedział.
Zauważyłam na jego policzkach zaczerwienienie. Pośpiesznie odpowiedziałam:
- Mi z Tobą też.
Wspomniałam sobie o moim byłym chłopaku- Radku. Zostawił mnie pół roku temu. Wiedziałam, że kiedyś to się skończy, ale gdy tylko znikał ból przeszywał moje serce. Jakby część mnie uciekło wraz z nim. W moich oczach pojawiły się łzy, gdy przypomniałam sobie jak na mnie patrzył. Zacisnęłam mocno wargi, by nie rozpłakać się przy nim, lecz było już za późno. Nie patrzyłam na Damiana, bo wiedziałam, że uważa mnie za wariatkę.
- Idź już- powiedziałam- Chcę być teraz sama.
- Pójdę, jeśli powiesz mi co się stało. To przez mnie?
- Nnnnn...nie- ledwie wypowiedziałam to słowo, szlochając coraz bardziej.
- Więc o co chodzi?
- O nic. Zostaw mnie. Idź sobie.
Milczał. Czułam jak bardzo chce, żebym to z siebie wyrzuciła. Czułam jego wzrok na mnie. Pragnęłam jeszcze raz spojrzeć w te jego przepiękne, piwne oczy, lecz nie miałam odwagi po tym jak się zachowałam. Wyjął coś z kieszeni. Chusteczki. Wciąż się nie odzywał. Byłam mu za to bardzo wdzięczna. On był przy mnie non stop. Powtarzałam sobie, że muszę się już stąd iść. Damian zauważył to i złapał mnie za rękę.
- Zostań, proszę. Już wszystko w porządku?- zapytał.
- Ja... przepraszam.
- Nic nie mów. Każdy z nas musi czasem się wypłakać. To lepsze od mówienia.
- Powinnam już iść. Zrobiło się późno. Dziękuję za wszystko.
- Nie ma sprawy. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
- Ja również- odpowiedziałam.
Uśmiechnął się do mnie i powiedział: „na razie”. Było już chłodno, a ja miałam na sobie tylko cienką kurtkę. Okna w domach pozgaszane. Mogło być koło dziesiątej, może nawet później. Park wyglądał nocą bajecznie. Zagwieździone niebo z księżycem w centrum, który oświetlał ścieżkę. Wiatr delikatnie poruszał konarami drzew. Zamknęłam oczy i w jednym momencie wszystkie kłopoty prysły. Poczułam jak moje włosy unoszą się w rytm tej nocnej kołysanki. Ptaszek zaczął cichutko śpiewać, a ja razem z nim. Wróciły moje marzenia. Te, o których już dawno zapomniałam. Przestałam marzyć, gdy Radek... znaczy Pan Dziobak... Nie, nie po to są pamiętniki, żeby rozpamiętywać. Teraz wstydzę się tutaj napisać, ale moje marzenia nie były wcale związane z Panem Dziobakiem. Wręcz przeciwnie- z Damianem. Wyobraziłam sobie, że siedzimy pod tą samą brzozą, on delikatnie kładzie rękę na moim policzku, patrzy mi prosto w oczy i zaczyna całować. Namiętnie całować. „STOP- pomyślałam w pierwszej chwili. Przecież ja go prawie nie znam.” Ale on jakoś nie mógł wynieść się z mojej głowy. Z pomocą mojej duszy romantyczki zaczęłam wymyślać „co by było gdyby”.
„Co by było gdyby Damian się we mnie zakochał? Na pewno bylibyśmy razem. I żyli długo i szczęśliwie. A co gdyby mnie pocałował? Miałabym dwie opcje do wyboru:
a) uderzyć faceta w twarz,
b) odwzajemnić pocałunek.
Które bym wybrała? Prosty wybór- b. A co by było gdybym miała wybrać pomiędzy dwoma chłopakami? Patrzyłabym na to, kto jest ładniejszy.” Teraz czuję, że nie powinnam tego mówić, bo wszystko zaczęło się od tego wieczora. Zwrot o 180°...
Gdy weszłam do domu, usłyszałam szloch mamy.
- Mamo, co się stało?
Przestała płakać, popatrzyła się na mnie i przytuliła mocno. Nie potrzebowała wiele, tylko mój uścisk.
- Jak dobrze córeczko, że wróciłaś- powiedziała półgłosem.
- Mamo, co się stało? Gdzie tata?
Spuściła wzrok. Usiadła i znów zaczęła płakać. Czułam, że coś jest nie tak.
- Mamo, wiem, że jest ci trudno, ale powiedz mi- co się stało?
- Twój tata... Andrzej... Wyszedł na dwór. Powiedział, że nie wie czemu się ze mną ożenił. Miał pretensje o to, że źle was wy.. cho... wu.. ję.
Zrobiło mi się żal mamy. Zawsze była taka miła, pogoda, uśmiechnięta i wierzyła, że szklanka jest do połowy pełna. Tyle rzeczy pomogła mi dokonać. Pamiętam jak nauczyła mnie jeździć rowerkiem, takim żółtym z różową trąbką i jak śpiewała ze mną „Wlazł kotek na płotek”. Tata był ciągle nieobecny. Całe dnie spędzał w biurze, podczas gdy mama budziła nas rano, szykowała śniadanie, podwoziła do szkoły, sprzątała dom a gdy wróciliśmy pomagała nam w lekcjach i bawiła się z nami. Tatuś wracał późno i zaraz szedł spać.
To była ich pierwsza tak poważna sprzeczka. Nie wiedziałam co zrobić. Usiadłam obok niej, przytuliłam i otarłam łzy chusteczką. Potem mogłam jedynie zrobić ziółka i dopilnować, by zasnęła. Na zawsze zapamiętam ten 5 listopad...